Po wejściu do „Cabaretu” zapominamy o troskach. Tak trzeba, żeby kabaret był kabaretem. Po wyjściu z niego, zapomnienie staje się sposobem przypomnienia o tym, że śmiech może być podszyty ironią, chociaż usta są otwarte w podobny sposób jak przy szczerych emocjach. Może tak być musi, że rzeczywistość potrzebuje takiego komentarza, gdyż nie mogła by być sobą bez emocji kabaretu – udowodniła to premiera w Teatrze Muzycznym w Poznaniu, która zainaugurowała sezon artystyczny 2025/2026. „Cabaret” będzie grany do końca września.

Jeśli sztuka sceniczna może kreować jawę (sama nie będąc jedynie snem), to na pewno „Cabaret” jest tytułem, który może (a nawet musi) być odczytany różnorodnie; nie tylko w zależności od miejsca, czasu i ludzi, ale od kontekstów społecznych, które towarzyszą wystawianiu tego musicalu. Konteksty są często podskórne i niewidoczne, ale decydują o biegu zdarzeń i myśli. Pozwalają uświadomić sobie to, co dla wspomnień jest niedopowiedzeniem a dla współczesności obiektywną prawdą. Przypomnijmy, w siedzibie Teatru Muzycznego w Poznaniu – co podkreślił, podczas premiery jego dyrektor Przemysław Kieliszewski – „było niegdyś kasyno, kino oraz… siedziba gestapo”.
Twarze jawy i lustra sceny…
Centrum dramaturgii wynikającej z libretta jak i wspomnianych już kontekstów… Centrum nocnego życia w Berlinie z lat 30. XX wieku. 10 czy 15 lat wcześniej, poznańska publiczność odebrałaby ten musical inaczej. Dziś, w obliczu tego, co się dzieje za wschodnią granicą… nastrojów społecznych dot. postaw nawet wśród Polaków, często nacjonalistycznych i mało tolerancyjnych dla innych społeczności; tytuł kojarzący się z tym, co beztroskie, staje się synonimem tego, co na wyciągnięcie ręki jest poważne. Taki pryzmat nie jest jedynie odbiciem w krzywym zwierciadle. Czasem trzeba tak właśnie spojrzeć: na coś, na siebie… aby zobaczyć twarz lub przyznać się do jej braku. Notabene, wchodząc do teatru po czerwonym dywanie, każdy z gości premiery mógł się w takim lustrze przejrzeć… Wiele osób kilkakrotnie stawało przed jednym z trzech luster.
Czy rzeczywistość tego musicalu jest „lustrzana”? – coś w tym jest, skoro w swoich emocjach możemy być dla siebie lustrami. Nie wszystko od razu widzimy, ale to się odbija. Podobnie rzeczywistość codzienna i sceniczna na wskroś się przenikają. A jeśli stałyby się sobie za bliskie, to zawężają ogląd rzeczywistości.