Po takim koncercie jak „Śpiewnik Komedy – Magdalena Kumorek & Maciej Tubis Trio” nie mogłem postąpić inaczej. Zadzwoniłem do Romana Polańskiego, z którym pierwszy raz spotkałem się kilka lat temu w loży jednego z teatrów w Paryżu – mieście, w którym Komeda w latach 60. XX wieku odnosił pierwsze międzynarodowe sukcesy. Pragnąłem opowiedzieć o tym, że wciąż mają swoje plaże, miasta i morza „Dwaj ludzie z szafą” i że – ufając scenariuszowi wyobraźni – dzisiaj jako postaci historyczne to właśnie oni. Nie tylko i aż ze względu na obecność fortepianu (w filmie i na scenie). W każdym razie koncert z okazji 95. urodzin Komedy nie był krótkometrażową etiudą – był za to jedynym poznańskim akcentem ich świętowania – jak zaznaczył Dionizy Piątkowski, twórca Ery Jazzu, autor biografii „Czas Komedy” oraz dyskografii „Komeda on records”. Partnerami projektu CZAS KOMEDY są Samorząd Województwa Wielkopolskiego, Almatur Poznań oraz CK Zamek.

Usłyszeliśmy poznańską premierę programu „Komeda: Perspektywa Nowa” w wykonaniu trio Macieja Tubisa i aktorki-wokalistki Magdaleny Kumorek. Kompozycje wokalno-instrumentalne oraz instrumentalne. Każda z nich wybrzmiała… a nie przebrzmiała w patosie podejścia do materii muzycznej. To była jedna z najbardziej pogodnych interpretacji dzieł Krzysztofa Komedy jakie kiedykolwiek słyszałem i recenzowałem. Jakby na oczach (uszach) publiczności tworzył się obraz dźwięków będących uwerturą do filmu o tym kim był, jest ale i też mógłby być Komeda. Jego życie było zresztą spektaklem rozedrganym akordami ciszy i pojedynczych nut, które zastępowały słowa. Jak wiemy (a może i nie, bo nie wypada) Komeda prywatnie był małomówny – choćby w relacji z Agnieszką Osiecką w trakcie ich wojaży na plan filmu „Prawo i pięść”. Ale ta cisza nie była wewnętrzna. Komeda wsłuchiwał się w siebie a dopiero później w oczekiwania innych. Wychodziły z tego niepowtarzalne dźwięki – dosłownie „niepowtarzalne” bo jak pisał piosenki, czego – jak sam przyznawał – nienawidził; nie lubił powielać oczywistych układów: zwrotka-refren-zwrotka-refren. Wyznał wtedy Osieckiej mniej więcej tak – ty napisz coś pod Okudżawę a ja coś pod klimat westernu… – i tak wzeszła piosenka „Nim wstanie dzień” – o czym (ale nie tylko o tym) zagajała Magdalena Kumorek. Ubrana w zieloną spódnicę i czarną atłasową marynarkę była wizerunkiem takich ukrytych cytatów z estetyki Komedy, które w jej ustach wybrzmiewały jako prawdy oczywiste – dla niej samej, dla grających z nią muzyków i dla publiczności.
Zachwyciły nas wykonania pełne wiosny w intencjach wokalnych oraz dźwiękach kontrabasu, perkusji i fortepianu. Melodyjność jako romantyzm w podejściu do interpretacji oraz wirtuozeria łączenia faktów (dźwięków) z przeżyciami (echem dokonań Komedy) dobitnie zaakcentowana np. w prezentacji „Svantetic”. Melancholia jako zdolność do uaktywnienia roli wspomnień w dziejach europejskiego modern jazzu.
„Akustyka wrażeń oddająca sensy muzycznej intuicji oraz wiedzy o dorobku Krzysztofa Komedy. W perspektywie trio Macieja Tubisa – precyzyjność i przejmująca sonorystyka skupiona na transpozycji faktury muzycznej do poziomu barwy i brzmienia. W percepcji wokalistki – uczynienie z melodii kochanki dla słów uwodzących bliskością znaczeń. Oddychanie…
„Już nie mów, nie mów nic…” – a jednak podczas tego koncertu zostało powiedziane bardzo wiele – oczywiście nie wszystko, bo o wykrzykniku często decyduje niedopowiedzenie. Przyznaliśmy się nawet do tego, że „ja nie chcę spać” a już na pewno nie po utworze „Kołysanka Rosemary” z filmu „Rosemary’s Baby” przywołanego na wstępie reżysera.
Rozmowa aż po „szarą kolędę” trwa, aby wiedzieć, iż ta szarość to czasem tylko etap w rozwoju cywilizacji, relacji, marzeń a uczucia na taśmie filmowej były już dawniej kolorowe. Tymczasem idę do mojej szafy… i wyciągam z niej płytę firmowaną przez Erę Jazzu. Wierzę (słyszę) przecież, że „każdy szafę ma…”.
Dominik Górny
Zdjęcia: Hieronim Dymalski