Wiarygodność buduje się przez lata. Można ją stracić przez jedną chwilę. W opinii większości związkowców, o których mowa w tym artykule, tak się właśnie stało z przewodniczącą NSZZ Solidarność TW w Poznaniu i przewodniczącym Związku Zawodowego Pracowników TW w Poznaniu. 4 sierpnia br. do Urzędu Marszałkowskiego Województwa Wielkopolskiego wpłynęło pismo, które podpisali w imieniu „swoich” związków. Jak się dowiedzieliśmy, większość związkowców nic o tym nie wiedziała…

Pismo jest zaadresowane na marszałka województwa wielkopolskiego i podpisane wspólnie przez Annę Furgol-Kownacką i Krzysztofa Kubasika. Pierwsza z osób reprezentuje NSZZ Solidarność TW w Poznaniu, które liczy sobie około 80 członków. Druga z osób reprezentuje Związek Zawodowy Pracowników TW w Poznaniu, a ono liczy około 50 członków.
Powołują się na ludzi bez ich wiedzy
Jest co reprezentować. Jest z kim konsultować. Jest z kim uzgadniać to, co w imieniu związków ich przewodniczący komunikują światu a w tej sytuacji wysyłają w świat. Jak się dowiedzieliśmy od osoby, która chce pozostać anonimowa, większość związkowców miała nic nie wiedzieć o najnowszym piśmie, które oba związki złożyły w sprawie Renaty Borowskiej-Juszczyńskiej, obecnej dyrektor Teatru Wielkiego im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu.
Taka sytuacja pokazuje przewodniczących obu związków w niekorzystnym świetle. Ok! Zakładamy, że mają dobre intencje; że tak bardzo kierują się emocjami i chcą szybko działać, że nie zdążyli skonsultować treści tego pisma i samego wysłania go z osobami, które powinny o tym wiedzieć. Ale kto się spieszy…
Ukryte prywatne interesy – czy to możliwe?
Walka na argumenty – ok! Raz o nich mówimy i udowadniamy. Atmosfera wokół ubiegania się o stanowisko dyrektora Teatru Wielkiego w Poznaniu pokazuje, że wiele rzeczy prowokuje raczej walkę dla samej walki. Nakręcanie sytuacji. A tam gdzie jest za dużo emocji, tam i mydli się oczy. Niektórym na tym zależy. Taka sytuacja powoduje, że oboje przewodniczących traci swoją wiarygodność. Pojawia się też pytanie o szacunek do osób, które reprezentują – a raczej – teraz pomijają. Przynajmniej tak wygląda ta sytuacja.
No i jeszcze to – jeśli ktoś ma funkcję reprezentacyjną dla danego środowiska skoro podpisuje się jako np. przewodniczący, to można czy nawet należy domniemać, że robi to w imieniu większości. Jeśli tak nie robi to opinię publiczną wprowadza w błąd.
Ale to nie wszystko – w liście oboje przewodniczących proponuje, aby stanowisko dyrektora Teatru Wielkiego w Poznaniu, powierzyć kandydatowi, który w konkursie zdobył największą liczbę głosów. Czy to nie jest chęć wpływania na decyzję marszałka? Czy przewodniczący nie wychodzą poza swoje kompetencje?
Związkowcy reagują…
Tego samego dnia – 4 sierpnia br., soliści, członkowie NSZZ Solidarność i Związku Zawodowego Pracowników Teatru Wielkiego w Poznaniu stworzyli własne pismo jako odpowiedź na to pierwsze.
Wyrazili w nim protest przeciwko sposobowi w jaki część członków komisji zakładowej angażuje się w procedurę konkursową. W piśmie jest mowa o tym, że twierdzenie, iż reprezentują [przewodniczący, o których tu piszemy] większość pracowników jest nieuprawnione i zbyt daleko idące. Tak piszą sami zainteresowani! Acha! W finale proszą marszałka województwa wielkopolskiego o spotkanie w sprawie, której pismo dotyczy.
Jaki będzie dalszy przebieg zdarzeń? Nie wiemy… Wiemy jednak na pewno to, że w opinii większości solistów i członków NSZZ Solidarność i Związku Zawodowego Pracowników Teatru Wielkiego w Poznaniu, ich przewodniczący osłabili jeżeli nie stracili swoją wiarygodność i podważyli do siebie zaufanie.
Krzysztof J. Kasperczak
Fot. Krzysztof Citak
