Wspólny mianownik jazzu…
Jak czytaliśmy w zapowiedziach festiwalowych – „w czasie 4 dni usłyszymy m.in. mistrzów i legendy a także nowych, już docenionych, przedstawicieli sceny jazzowej jak i projekty, które w imponujący sposób, po latach przerwy, powróciły na scenę. Mimo, że wszystkie występy zasługują na uwagę i w tym roku festiwal ma swoich headlinerów tj: John Zorn i cała ekipa występująca podczas tzw. „Zornowego dnia” – tj. Julian Lage, Gyan Riley, Brian Marsell, Jorge Roeder, Ches Smith, Kenny Wollesen. Headlinerzy tej edycji to także tj: Sullivan Fortner – genialny pianista, wielokrotny zdobywca nagrody GRAMMY, Stanley Clarke – legendarny basista i kompozytor, także wielokrotnie nagradzany najważniejszymi wyróżnieniami”.
Zapowiedzi okazały się spełnieniem na poziomie ambicji, oczekiwań, przeżyć premierowych… Pewne konteksty nakreśliłem już w poprzednich artykułach. Rozmawiając z artystami 16. edycji Enter Enea Festival uchwyciłem jeden wspólny mianownik, który można przypisać każdemu z nich – niezależnie od tego czy gra na gitarze basowej, perkusji, saksofonie, skrzypcach, instrumentach klawiszowych… Mianowicie – każdy z artystów przyjeżdża na Enter Enea Festival, aby odkryć lub uaktywnić nową część swojej artystycznej osobowości. Muzyka jest dialogiem a rozmowy podczas festiwalu są melodyjne we wzajemny szacunek i inspiracje.
Kolor improwizacji – koloryt życia
No dobrze… to jaki nowy kolor jazzu odkryła 16. edycja Enter Enea Festival? – taki, który daje jeden obraz, a że jest on wielowymiarowy, to czasem drzwi do jego zobaczenia (dookreślania) są otwarte lub zamknięte – niczym wieko fortepianu bądź futerał od instrumentu.
Jest to zatem kolor otwartości na nowe poglądy, opinie i brzmienie tradycji różnych kultur. Te zaś na scenie Enter Enea Festival zyskują zaskakujące tonacje wynikające z połączenia miejsca, czasu i ludzi tworzących festiwal. Z nuty stają się dźwiękiem. W ciszy pogłębiają echo. Każdy jest liderem dla samego siebie. Tak pojedyncze tony (autorskie wizje) przemieniają się w tonacje (zrozumienie dla tego, co odmienne ale namacalne i wspólne w przeżywaniu piękna). Kolor improwizacji – koloryt życia.
Dominik Górny
Fot. Jakub Wittchen