Finał 16. Enter Enea Festival – nowy kolor jazzu został odkryty!


Zdolność przekraczania barier między gatunkami muzycznymi to akord osobowości Leszka Możdżera oraz inspiracja da artystów goszczonych na Enter Enea Festival. W jego 16. edycji oklaskiwaliśmy 11 projektów. Twórcy znani na świecie i tacy, którzy grają muzykę na światowym poziomie. Całość pod auspicjami Samorządu Województwa Wielkopolskiego i Miasta Poznań. Wielobarwność przeżyć a na finał projekt specjalny „Piano Operatio”, który z dźwięków wydobył dla nas nowy kolor jazzu. I od tego finału chciałbym rozpocząć…

Enter Enea Festival

Królem nauki jest matematyka… zaś królem instrumentów – fortepian. Z perspektywy tego, czym zaskoczyło nas „Piano Operatio”, fortepian można uznać za wytrwanego matematyka – z tą jednak różnicą, iż w matematyce dwa dodać dwa równa się cztery… a gdy zasiądzie do czterech fortepianów równa im liczba artystów to, zerojedynkowe prawa dla zrozumienia właściwego wyniku przestają mieć znaczenie. Niezależnie do tego, czy dźwięki pomnożymy lub podzielimy (ósemki, szesnastki, triole) lub też je odejmiemy od siebie (wyciszenie), wynik będzie dodatni; zawsze coś zostanie do oklaskiwania… a kolejny wynik podpowie nowe echo.

Przy takiej muzyce korona z głowy nie spada…

Czy Jan Sebastian Bach był kolorystą dźwięków? A może posiada choćby po jednej z cech artystów tworzących „Piano Operatio”? Gloria Campaner słynąca z zamiłowania do precyzji i słabości do repertuaru XX i XXI wieku. Emil Reinert – pianista z wykształcenia klasyczny, traktujący kontakt z publicznością jako jeden z nieodzownych elementów atmosfery na występach. Valeria Fasiello oddana głównie muzyce współczesnej, improwizowanej oraz kameralnej (po jej występie wyznałbym – jej kameralna miłość do improwizowanej muzyki uwidoczniła się najbardziej). Leszek Możdżer, dyrektor artystyczny Festiwalu, laureat m.in.: „Paszportu Polityki”, artysta apolityczny i wręcz kosmiczny choć stąpający po Ziemi (na boso).

Krzyżowe konfiguracje scalone w kompozycji Jana Sebastiana Bacha. Osobista wrażliwość, autorskość podejścia do innowacji, wsłuchiwanie się w czerwienie (wyrazistość) każdego z obecnych talentów. Talent do wzajemnego doceniania („dosłuchania”). Tak jak u Bacha – precyzja formy, logiczna struktura, polifonia jako wielogłosowość rozedrgana w idei pomysłów na brzmienie. Z kolei unisono jako technika muzyczna. Równanie zgodne z brawami publiczności. I kiedy już myśleliśmy, że znamy wynik, usłyszeliśmy coś niezrównanego – zemstę na Ravelu, twórcy „Bolera” – pierwszej w historii muzyki symfonicznej kompozycji w stylu transowym – co zaznaczył Możdżer. Zemsta była na tyle udana, że Ravel… przeżył (nawet padający deszcze nie był wstanie zmyć śladów tego mzycznego czynu). Czy to zasługa róży czy róży wiatrów powstałej po powiewie świeżego spojrzenia na materię artystyczną? Na sam finał, przy jednym fortepianie zasiadła „wielka czwórka”. Osiem rąk, jedna klawiatura, jedna publiczność… W istocie na tym koncercie usłyszeliśmy liczbę (barwę) nieskończoną. I pomyśleć, że niegdyś na międzynarodowym festiwalu Piano City Lecce ta czwórka wytrawnych pianistów mogłaby się nie spotkać…

Więcej na kolejnych stronach tego artykułu:

Dodaj komentarz