Pogrom, rozbicie, unicestwienie…


Lech Poznań rozbija Jagiellonię Białystok 5:1 (1:1). Bramki w meczu zdobywali Arvydas Novikovas dla Jagiellonii, natomiast dla Kolejorza trafili: Chrisitan Gytkjaer, Emir Dilaver Darko Jevtić, Kamil Jóźwiak oraz Łukasz Trałka.

Lech – Jagiellonia na zdjęciach

Lech – Jagiellonia na zdjęciach cz. 2

Mile widziane polubienie Naszego Głosu Poznańskiego na facebooku i zaproszenie znajomych do lajkowania – kliknij tutaj.

www.facebook.com/naszglospoznanski/

 

O tym, że mecz będzie spotkaniem na szczycie pisaliśmy na naszej stronie tuż przed nim. Nie myliliśmy się, albowiem przy Bułgarskiej było bardzo gorąco i to nie ze względu na powracającą wiosnę. Od początku pojedynku białostoczanie byli stroną przeważającą i już w pierwszej minucie mogli wyjść na prowadzenie za sprawą uderzenia Romana Bezjaka, które przeleciało obok nogi i bramki Jasmina Buricia. Z każdą chwilą jakby przewaga Jagiellonii malała i to zawodnicy Kolejorza zaczęli się budzić do życia. Poznaniacy otworzyli się na ataki i to było przyczyną straty bramki. Przemysław Frankowski wyrolował dwóch zawodników w środku pola i wyszedł sam na sam z Buriciem. Jednak to nie Frankowski zdobył bramkę, a Arvydas Novikovas dostał podanie i skierował piłkę do pustej bramki.
Chociaż ta bramka to tylko preludium do zaognienia sytuacji przy Bułgarskiej na INEA Stadionie. W 23 minucie lechici zdobyli bramkę po trafieniu Mario Situma. Jak się później okazało Chorwat najprawdopodobniej zagrywał futbolówkę ręką. Chociaż brak uznania gola, to najmniejszy pikuś przy tym. Największa zabawa zaczęła się z VARem. Przy sytuacji został faulowany Mariusz Pawełek i leżał on ponad 4 minuty w polu karnym. W tym czasie sędzia Musiał konsultował z wozem słuszność zdobycia bramki. Po wejściu Mariana Kelemena i po kolejnych dwóch minutach Musiał podszedł do telewizora, aby zobaczyć całą sytuację. Po odejściu od srebrnej płachty nadal nikt nic nie wiedział co się dzieje na boisku. Dopiero po sześciu, SZEŚCIU (SIC!) minutach poznańscy kibice na stadionie dowiedzieli się, że gol został nie uznany.

Można jednak zastosować stare porzekadło – co się odwlecze, to nie uciecze. Na kilka chwil przed końcem pierwszej połowy Christian Gytkjaer znalazł się w polu karnym na tyle dobrze, by skierować piłkę głową do bramki. Przy tej sytuacji już nie było żadnych kontrowersji i zawodnicy, jak i piłkarze w Poznaniu mogli cieszyć się ze zdobytej bramki.

Druga połowa już w zupełności należała do Lecha. Wyglądało to tak, jakby goście z Białegostoku zostali w szatni i pakowali się na długą drogę powrotną. Pierwszą dogodną sytuacje miał Christian Gytkjaer jednak Marian Kelemen został czujny w bramce. Im dalej w las tym więcej drzew, w tym przypadku im dalej w mecz, tym więcej akcji podbramkowych dla Lecha. Po jednym z rzutów rożnych Emir Dilaver skierował piłkę do bramki i to lechici wysunęli się na prowadzenie.

W 74 minucie przy akompaniamencie oklasków i okrzyków pojawił się Darko Jevtić. Szybko zaznaczył on swoją obecność na boisku wywalczeniem rzutu karnego, który sam wykonał i podwyższył on prowadzenie Kolejorza i w 80 minucie było już 3:1 dla Lecha Poznań.

Można powiedzieć, że w tym meczu, a szczególnie w drugiej połowie mieliśmy same wejścia smoków. Na kilka minut przed końcem spotkania wszedł na boisko młody Kamil Jóźwiak i on równie zaznaczył szybko swoją obecność. Pięknym strzałem pokonał Mariana Kelemena zdobywając czwartą bramkę po rzucie rożnym.

Jednak ku uciesze poznańskiej publiczności to nie był koniec strzelania Lecha. W drugiej połowie można powiedzieć wielkiego Lecha, który zdominował zupełnie Jagiellonię. Kolejny rzut rożny i kolejny gol, tym razem do uderzenia głową doszedł Łukasz Trałka i dobił Kelemena oraz Jagiellonię zadając cios ostateczny w tej walce.

Dzięki temu zwycięstwu poznaniacy nadal liczą się w walce o mistrzostwo. Do liderującej Jagiellonii tracą tylko pięć punktów i wszystko się może nadal zdarzyć w kontekście zdobycia ,,majstra”.

Bjelica: – To, co kibice robili w drugiej połowie, to może się dziać tylko w Poznaniu

LECH POZNAŃ – JAGIELLONIA BIAŁYSTOK 5:1 (1:1)

Bramki: Gytkjaer (39), Dilaver (53), Jevtić (78 k), Jóźwiak (84), Trałka (89) – Novikovas (18)
Żółte kartki: Trałka – Runje, Świderski (poza boiskiem), Burliga

Lech: Jasmin Burić – Robert Gumny, Emir Dilaver (68. Rafał Janicki), Nikola Vujadinović, Volodymyr Kostevych – Łukasz Trałka, Maciej Gajos, Radosław Majewski – Mario Situm (83. Kamil Jóźwiak), Christian Gytkjaer, Mihai Radut (74. Darko Jevtić)

Jagiellonia: Mariusz Pawełekv (29. Marian Kelemen) – Łukasz Burliga, Ivan RUnje, Guti, Guilherme – Piotr Wlazło, Taras Romanczuk, Martin Pospisil (75. Karol Świderski) – Przemysław Frankowski, Roman Bezjak (65. Cillian Sheridan), Arvydas Novikovas

Widzów: 28 587.

Fot. Roger Gorączniak i Dariusz Skorupiński

1 komentarz

  1. Piotr napisał(a):

    Na takiego Lecha czekałem
    Oby w następnych Kolejkach było tak samo
    Trzymamy kciuki ????

Dodaj komentarz